Reforma górnictwa: za mało, za późno, za wolno


W ostatnich latach nie było woli politycznej do zmierzenia się z bardzo trudnym w społecznym odbiorze, ale koniecznym programem naprawy górnictwa. Przez cały czas zaklinano rzeczywistość - mówili uczestnicy panelu "Węgiel a energetyka", jaki odbył się podczas XII Kongresu Nowego Przemysłu.

 

- Negatywnie oceniam większość działań dotyczących górnictwa podejmowanych w ciągu ostatnich 2 lat. Nie można mieć pretensji do zarządów spółek węglowych, bowiem autorami tych decyzji, czy też ich braku, byli politycy. Nie było woli politycznej do zmierzenia się z bardzo trudnym w społecznym odbiorze, ale koniecznym programem naprawy górnictwa. Przez cały czas zaklinano rzeczywistość , mieszano herbatę bez cukru oczekując, że ona będzie słodsza, ponadto przejadano publiczne środki. Pieniądze pochodzące ze sprzedaży części majątku służyły utrzymaniu płynności finansowej spółek węglowych. Dlatego też oceniam stan górnictwa bardzo krytycznie. Będzie bardzo trudno z niego wyjść - analizował Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w latach 1997-2001, obecnie doradca PwC.

 

Przypomniał, że zadłużenie spółek węglowych przekracza 12 mld zł a ich kłopoty przekładają się na niepokój w firmach otoczenia górnictwa. Ponadto nierozwiązany jest problem pracowników kopalń jakie zostały przekazane do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Dlatego powinien zostać przygotowany nowy program naprawczy dla górnictwa.

- Nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Taki program został zrealizowany w czasach rządów Jerzego Buzka, wówczas z branży górniczej odeszło ok. 100 tys. osób a ceny węgla były blisko połowę niższe niż obecnie. Zlikwidowano - częściowo lub całkowicie - 23 kopalnie zwiększając akumulację z minus 23 złote na tonie w 1997 r. do plus 7 zł na tonie w roku 2001 przy niewiele zmieniających się cenach węgla. Ten program musi być powtórzony - podpowiadał Janusz Steinhoff.

Część panelistów zwracała uwagę, że rząd Jerzego Buzka znajdował się w zupełnie innej sytuacji niż ta, którą mamy obecnie - Polska nie była wtedy jeszcze członkiem Unii Europejskiej, więc nie obowiązywały jej unijne regulacje dotyczące np. pomocy publicznej.

- Obecnie działająca Kompania Węglowa z 11 kopalniami ma być podstawą tzw. Nowej Kompanii Węglowej, która będzie wymagała dokapitalizowania. Kto miałby ją dokapitalizować? Oczywiście państwo. Jest to niesłychane ryzyko ponieważ pomoc publiczna dla przedsiębiorstw z sektora górnictwa węgla kamiennego i brunatnego od roku 2010 jest zabroniona, a takie dokapitalizowanie byłoby pomocą publiczną i zostałoby zakwestionowane - wskazywał Piotr Woźniak, minister gospodarki w latach 2005-2007.

 

Jego zdaniem, zadłużenie spółek z sektora górnictwa węgla kamiennego, wynoszące ponad 12 mld zł, w obecnych warunkach rynkowych jest nie do spłacenia z własnej działalności operacyjnej.

Jednym ze sposobów pomocy dla górnictwa jest przejmowanie kopalń przez grupy energetyczne.

- Nie ma nic złego w tym, aby spółki energetyczne posiadały swoje kopalnie, są dobre przykłady takich powiązań jak Tauron Wydobycie, będące w 100 proc. własnością Taurona - ocenił Piotr Woźniak.

Niedawno zakończył się proces przejęcia kopalni Bogdanka przez grupę Enea. Piotr Woźniak zwracał jednak uwagę, na różnice pomiędzy Bogdanką a kopalniami śląskimi.

- Kopalnia Bogdanka jest w zupełnie innej sytuacji niż kopalnie na Śląsku. Bogdanka ma ponad 300 mln ton węgla zasobów przemysłowych, jest firmą prywatną, osiąga dobre wyniki finansowe i posiada warunki geologiczno-górnicze lepsze niż kopalnie śląskie - przypominał Piotr Woźniak.

Obecnie zbliża się do końca proces przejmowania kopalni Brzeszcze przez Tauron. Piotr Woźniak radzi dobrze się niemu przyglądać, ponieważ może to być zwiastun tego, jak na Śląsku będzie się postępować z kopalniami zdecydowanie nierentownymi.

- W Polsce nie funkcjonuje rynek węgla, to z czym mamy do czynienia w branży górniczej to reality show - mówił Michal Heřman, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia.

Wskazywał, że w kopalni Silesia zatrudnienie jest na poziomie ok. 1,7 tys. pracowników a wydobycie wynosi ponad 1,7 mln ton węgla rocznie, to daje średnie wydobycie w wys. ok. 1000-1100 ton na jednego pracownika.

- Proszę sobie to porównać z Kompanią Węglową czy Katowickim Holdingiem Węglowym - mówił Michal Heřman.

Jego zdaniem wielkim wygranym ostatnich przemian są związki zawodowe, które doprowadziły w styczniu br. do zmiany rządowego planu dot. restrukturyzacji górnictwa, odwołania prezesa JSW i zmiany zasad przejęcia kopalni Brzeszcze przez Tauron. Jego zdaniem nie było uzasadnienia przejęcia Brzeszcz przez Tauron, ponieważ wartość tej kopalni wynosi minus ok. 500-700 mln zł.
Zwracał uwagę, że w spółkach węglowych dość często zmieniają się zarządy, a przywódcy związkowi przez długie lata pozostają nadal na swoich stanowiskach.

 

W tej trudnej sytuacji spółki węglowe muszą sobie dawać radę same.

- Kompania Węglowa przechodzi trudny proces restrukturyzacji. Jego elementami są m.in. obniżenie kosztów jednostkowych wydobywanego węgla oraz zmiana portfela produktów. Udało nam się ograniczyć koszty wydobycia jednej tony węgla do ok. 240-250 zł a jeszcze w pierwszym kwartale br. było to 300 zł - podkreślał Krzysztof Sędzikowski, prezes Kompanii Węglowej (KW).
Zapowiedział, że realne jest, aby w roku 2016 koszt wydobycia tony węgla w KW spadł nawet poniżej 220 zł.

W jego ocenie największym ryzykiem dla wszystkich spółek węglowych są ceny węgla w przyszłości.

- Jest wiele optymistycznych prognoz dotyczących wzrostu cen węgla, nawet ze strony renomowanych instytucji. W mojej ocenie nie ma przesłanek wskazujących, że ceny węgla będą rosły - ocenił Krzysztof Sędzikowski.

Jego zdaniem redukcja zdolności wydobywczych i zamykanie kopalń jest nieuchronne, ale powinno to być robione nie w sposób akcyjny, kiedy co jakiś czas zamkniemy kilka kopalń, ale w sposób systematyczny, zamykając np. jedną kopalnię rocznie.
Kompania Węglowa była krytykowana za sprzedaż węgla po obniżonych cenach ze zwałów, nawet w cenie ok. 7 zł za GJ. Prezes Sędzikowski bronił tej decyzji.

- Gdy objąłem stanowisko prezesa Kompanii Węglowej to na zwałach leżało ok. 6 mln ton węgla. Gdybyśmy go nie sprzedali, to nasza sytuacja byłaby jeszcze gorsza. Kompania Węglowa była zarządzana w sposób archaiczny, w pewnych obszarach to był skansen zarządzania, czego dowodem jest to, że dopuszczono, aby powstały tak ogromne zapasy węgla - mówił Krzysztof Sędzikowski.
Restrukturyzacja prowadzona jest także w innych spółkach węglowych.

- W Katowickim Holdingu Węglowym realizujemy własny program naprawczy, który został zaakceptowany przez stronę społeczną i został zaudytowany przez banki posiadające nasze obligacje - przypomniał Zygmunt Łukaszczyk, prezes zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego (KHW) i prezes Euracoal.

Ważnym elementem programu naprawczego KHW było przekazanie do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) ruchu Mysłowice kopalni Mysłowice-Wesoła oraz znacznej części ruchu Boże Dary, z wyłączeniem fragmentów, które mogą być w przyszłości potrzebne dla eksploatacji prowadzonej przez kopalnię Murcki-Staszic.

 

- Dzięki tym działaniom zmniejszyliśmy podaż węgla energetycznego o ok. 1,5 mln ton rocznie - dodał Zygmunt Łukaszczyk.
KHW prowadzi również restrukturyzację zatrudnieniową. Pod koniec 2014 r. w KHW było zatrudnionych ponad 16,7 tys. pracowników, obecnie w kopalniach pracuje ok. 14 tys. osób.

- Łącznie w 2015 roku odejdzie z KHW ok. 2,5 tys. osób. To będą w większość tzw. odejścia naturalne oraz odejścia w ramach Programu Dobrowolnych Odejść - zapowiada Zygmunt Łukaszczyk.

Rosnące znaczenie w ratowaniu górnictwa ma Węglokoks, który kupił od Kompanii Węglowej kopalnie Bobrek i Piekary.

- Od Kompanii Węglowej przejęliśmy dwa półtrupy - kopalnię Piekary oraz Bobrek, która była w nieco lepszej sytuacji. Już po pierwszych działaniach restrukturyzacyjnych kopalnie te zaczęły przynosić zyski, już w sierpniu br. przyniosły zysk netto w łącznej wysokości 450 tys. zł, w we wrześniu zysk wyniósł już 2,4 mln zł. Cały rok 2015 zamkną one wynik finansowy na lekkim plusie. Planujemy, że cały rok 2016 zamkniemy z zyskiem netto ok. 50 mln zł - zapowiadał Jerzy Podsiadło, prezes Węglokoksu.
Tak dobre wyniki to efekt m.in. zmiany organizacji pracy oraz likwidacja bałaganu i niegospodarności.

Dodatkowe oszczędności ma przynieść połączenie obu kopalń w zakład dwuruchowy - ten proces już się rozpoczął. Połączenie zakładów ma na celu uproszczenie struktury organizacyjnej zakładów, optymalizację zatrudnienia, racjonalizację wydatków inwestycyjnych oraz wyłączenie aktywów nie związanych z produkcją.