Górnictwo: bla bla, ble ble i żadnych efektów


Konsekwencje wieloletnich zaniechań i braku decyzji uderzają w rodzime górnictwo. Problemy tej branży będą niewątpliwie dla nowego rządu jednym z największych wyzwań.

Zapowiadano, obiecywano, deklarowano - i nic. Nowa Kompania Węglowa w najbliższym czasie nie powstanie. Dotąd nie znaleziono też inwestorów dla kopalń Brzeszcze i Makoszowy.


Wiceminister skarbu, pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa Wojciech Kowalczyk wskazywał w kwietniu tego roku, że działania właścicielskie można podzielić na dwa etapy. Pierwszy, krótkoterminowy zakłada przywracanie płynności finansowej, a drugi realizację przygotowanych programów naprawczych.

- To się dokonuje, między innymi w Katowickim Holdingu Węglowym, dzięki zawartemu porozumieniu, które obniży koszty funkcjonowania holdingu - mówił w kwietniu br. Wojciech Kowalczyk. - Podobnie w Jastrzębskiej Spółce Węglowej jest porozumienie. A Kompania Węglowa jest w przeddzień nowego bytu, czyli przed utworzeniem do końca czerwca tzw. Nowej Kompanii Węglowej składającej się z jedenastu kopalń - zaznaczył wtedy Wojciech Kowalczyk.

Podkreślił przy tym, że zamiarem rządu jest, by zmiany były trwałe - tak, by spółki węglowe mogły elastycznie reagować na zmiany w otoczeniu rynkowym.

- Chciałbym, żeby za rok nasze spółki węglowe były spółkami z powodzeniem funkcjonującymi, efektywne i zyskowne - mówił w kwietniu br. Wojciech Kowalczyk. - Nie jesteśmy wyspą na mapie gospodarczej, ale krajem członkowskim Unii Europejskiej. Decyzje Rady Unii nas obowiązują. Decyzje rządu zmierzają zatem do tego, by Kompania Węglowa na otwartym rynku Unii była spółką konkurencyjną, efektywną i zyskowną. Rozmowy zarządu Kompanii Węglowej toczą się z inwestorami branżowymi, finansowymi. Te rozmowy są zaawansowane, ale uczestników obowiązuje klauzula poufności - podkreślił wówczas Wojciech Kowalczyk.

Przedstawił wtedy również przebieg rozmów z Komisją Europejską na temat notyfikacji wsparcia finansowego dla zakładów, które trafią do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

- Odbyliśmy trzy spotkania, rozmowy są bardzo konstruktywne - oceniał w kwietniu br. Wojciech Kowalczyk. - Otrzymaliśmy czterdzieści pytań, bardzo szczegółowych, a odpowiedzi to będzie ze dwieście stron. W sprawach pomocy publicznej dla górnictwa konsultowałem się z moim hiszpańskim odpowiednikiem, a w niedalekiej przyszłości będę rozmawiał z mającymi doświadczenia w tych sprawach przedstawicielami z Niemiec. Jestem optymistą. Uważam, że notyfikacja polskiej pomocy dla górnictwa w Unii Europejskiej winna nastąpić w stosunkowo krótkim czasie - podkreślił wtedy Wojciech Kowalczyk.

 

Jak się to wszystko skończyło - wiemy. Resort skarbu w komunikacie wystosowanym w ubiegłym tygodniu wskazał, że nie pozwoli na chaotyczną upadłość Kompanii Węglowej lub Nowej Kompanii Węglowej, zagrożenie miejsc pracy oraz zachwianie bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Resort skarbu zaznaczył, że NKW powstanie w kształcie kapitałowym, który nie będzie zakwestionowany przez Komisję Europejską, co wymaga więcej czasu niż zakładany w styczniowym porozumieniu termin 30 września 2015 roku. Potrzeba przesunięcia terminu wynika też ze zmieniających się okoliczności makroekonomicznych.

Ministerstwo Skarbu Państwa wskazało, że opracowało plan struktury kapitałowej NKW złożony z trzech akcjonariuszy - Węglokoksu, Funduszu Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw (zarządzanym przez Polskie Inwestycje Rozwojowe) oraz Towarzystwa Finansowego Silesia.

Resort skarbu zaznaczył, że pomimo mechanizmów świadczących o rynkowym charakterze inwestycji w NKW (dwa testy prywatnego inwestora, opinia komitetu inwestycyjnego PIR, w którym większość mają niezależni członkowie, prowadzone rozmowy z inwestorem prywatnym), KE zasygnalizowała wysokie ryzyko wszczęcia postępowania przeciwko Polsce z powodu stosowania niedozwolonej pomocy publicznej.

Wszczęcie postępowania - zaznaczył resort skarbu - mogłoby oznaczać, że tuż po powstaniu NKW, KE nakazałaby cofnięcie transakcji, co spowodowałoby w krótkim czasie upadłość NKW.

W poniedziałek 28 września obradował sztab Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w górnictwie.

Ustalono między innymi, że w poniedziałek 5 października odbędzie się demonstracja górniczych związków pod kopalnią Brzeszcze. Po niej mają się odbywać kolejne, w tym najpewniej również w Warszawie - w ostatnim tygodniu przed wyborami.

- W górnictwie mszczą się wieloletnie zaniedbania i brak podejmowania decyzji - podkreślił niedawno w wywiadzie dla portalu wnp.pl Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. - Musi być przyzwolenie polityków na likwidację trwale nierentownych kopalń. Problemy górnictwa będą dla nowego rządu jednym z największych wyzwań. Na razie mamy kampanię wyborczą, która nie sprzyja rzetelnej dyskusji. Liczę, że po wyborach taka rzetelna dyskusja nastąpi oraz pojawi się rzeczywista chęć rozwiązania problemów sektora węglowego - zaznaczył Janusz Steinhoff.

Polskie górnictwo się zwija. Najbardziej dramatyczna jest informacja, że o prawie 50 proc. zmniejszają się co pół roku ilości wykonywanych górniczych robót udostępniających nowe partie złóż.

 

- Każdy górnik rozumie, że jeżeli ta tendencja się utrzyma, to nie będziemy mieli czego wydobywać i pozbawimy się nie tylko szansy na poprawę wyniku finansowego - podkreśla Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki. - Ale, co najgorsze, pozbawimy się szansy na jakiekolwiek przychody, bowiem jeśli się nie produkuje, to się nie sprzedaje.

W branży panuje minorowy nastrój. W spółkach węglowych na pierwszy plan wysuwa się walka o płynność, w Kompanii Węglowej starają się zabezpieczyć środki na wypłaty dla załogi. Generalnie - nastroje w branży są podłe. Strata górnictwa za rok 2015 może przekroczyć 3 mld zł.

Jerzy Markowski wskazuje, że w całym bilansie kosztów spółek węglowych największy udział mają koszty kopalń. A tam sytuacja jest taka, że brak środków na racjonalną działalność górniczą skutkuje rosnącymi kosztami na improwizację, pogrążając wynik finansowy kopalń.

- To, że tak się dzieje wynika z niedoceniania przez kierownictwo resortu skarbu oraz władz spółek węglowych klasycznej pragmatyki górniczej, o której pojęcie mają najwyżej kierownictwa kopalń, kadra inżynieryjna, górnicy - zaznacza Jerzy Markowski. I wskazuje, gdyby nie pragmatyzm kadry i załóg w kopalniach, to sytuacja polskiego górnictwa byłaby jeszcze gorsza.

Należy przypomnieć, że przy utrzymaniu się kosztów ogółem górnictwa na poziomie 13,5 mld zł oraz średnim jednostkowym koszcie produkcji 301,78 zł za tonę - każdą tonę sprzedawano w pierwszej połowie 2015 roku ze średnią stratą 39,81 zł. W tym samym okresie 2014 roku średnia strata na tonie wynosiła 26,46 zł.

A górnictwo to nie tylko kopalnie, to także cała rzesza firm dostarczających kopalniom produkty i usługi. Przyjmuje się, że jedno miejsce pracy w górnictwie generuje cztery kolejne w jego otoczeniu.

W UE mamy do czynienia z dekarbonizacją, natomiast w świecie z węgla się nie rezygnuje. W roku 2014 na świecie zdołano wydobyć przeszło 8 mld ton węgla. Wśród największych producentów znajdują się Chiny, Australia, USA Indie czy Rosja. Chiny wydobyły ponad 3 mld ton w roku ubiegłym.

Największymi eksporterami węgla są Indonezja - sprzedała na rynki zagraniczne w roku ubiegłym przeszło 400 mln ton - oraz Australia, która wyeksportowała 375 mln ton. W Polsce wyprodukowano w roku ub. około 130 mln ton węgla kamiennego i brunatnego razem. Trzeba przetrwać przedłużający się trudny okres dekoniunktury.

Jak wskazuje Zygmunt Łukaszczyk, szef Euracoal i prezes Katowickiego Holdingu Węglowego - węgiel to tania energia i miejsca pracy. Szczególnie na Górnym Śląsku.

Jerzy Dudała