Polska Grupa Górnicza, a w tle problem z pomocą publiczną

Tzw. Nowa Kompania Węglowa, która ma się docelowo nazywać Polską Grupą Górniczą, dotąd nie powstała. Nie rozwiązano także kwestii znalezienia inwestorów dla kopalń Brzeszcze i Makoszowy.

 

Nie udało się dotąd utworzyć tzw. Nowej Kompanii Węglowej, której nowa nazwa ma docelowo brzmieć Polska Grupa Górnicza. Nadal nie mają inwestora kopalnie Brzeszcze i Makoszowy.


Pierwotnie zakładano, że w Nową Kompanię Węglową zaangażuje się energetyka, ale prezesi spółek energetycznych skutecznie przeciwstawili się resortowi skarbu.

Stąd, jak niektórzy w branży górniczej wskazują, w swoistym akcie desperacji, Rada Ministrów zdecydowała jakiś czas temu o wniesieniu 2 proc. akcji Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, 1 proc. akcji PZU oraz 1 proc. akcji Polskiej Grupy Energetycznej do Towarzystwa Finansowego Silesia.

W komunikacie CIR-u podano, że Rada Ministrów wyraziła zgodę na zbycie w trybie innym niż określony w art. 33 ust. 1 ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji poprzez wniesienie do Towarzystwa Finansowego Silesia Sp. z o.o. części należących do Skarbu Państwa akcji spółek Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA w Warszawie, Powszechny Zakład Ubezpieczeń SA oraz PGE Polska Grupa Energetyczna SA w zamian za objęcie udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym tej spółki, wniosek przedłożył minister Skarbu Państwa.

Wskazano też, że dokapitalizowanie zwiększy możliwości inwestycyjne Towarzystwa Finansowego Silesia, które jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa.

Minister skarbu Andrzej Czerwiński zaznaczał, że najprostszym rozwiązaniem byłoby zaangażowanie do programu restrukturyzacji Kompanii Węglowej energetyki, jednakże ostrożność ze strony spółek energetycznych kazała szukać innych rozwiązań.

Akcje mają stanowić zabezpieczenie dla rozmów finansowych TF Silesia z rynkiem. Jak wskazywał wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk, każdorazowo zgodę na dysponowanie tymi akcjami przez Towarzystwo będzie wydawać minister skarbu. Według Kowalczyka nie oznacza to sprzedaży tych akcji na rynku, bowiem takiej potrzeby nie ma i nie będzie. Do końca roku z przekazania akcji ma trafić na finansowanie Nowej KW 800 mln zł.

Kolejnych 700 mln zł ma trafić do NKW w pierwszym kwartale 2016 roku. Na proces restrukturyzacji KW potrzebuje 1,5 mld zł.

Jednak jest spory problem, bo w branży wskazują, że akurat taki model finansowania zaskutkować może tym, że Komisja Europejska zdecyduje się wszcząć postępowanie o niedozwolonej pomocy publicznej.

 

Zatem - podkreślają w górnictwie - zadaniem dla nowego rządu (bo wybory parlamentarne już za miesiąc) będzie powalczyć o zmianę decyzji Rady UE nr 787 z 2010 roku.

- Jednym z najważniejszych działań, jakie powinien podjąć polski rząd, jest wystąpienie z inicjatywą zmiany decyzji Rady Unii Europejskiej nr 787 z 2010 roku w sprawie pomocy państwa ułatwiającej zamykanie niekonkurencyjnych kopalń węgla - podkreślił prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Janusz Olszowski w wywiadzie dla portalu wnp.pl z połowy kwietnia tego roku. - Ta decyzja Rady UE hamuje nam, a często wręcz uniemożliwia finansowanie restrukturyzacji górnictwa.

Jest to regulacja Rady UE, którą Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa mocno oprotestowała. Walczyliśmy z nią, jednak niestety przegraliśmy i została ona przyjęta w 2010 roku. Już wtedy było wiadomo, że jest ta decyzja wysoce niekorzystna dla polskiego górnictwa. Wiem, że tu chodzi o trudne działania. Ale powinniśmy taką inicjatywę podjąć. Tym bardziej, że przewodniczącym Rady UE jest Donald Tusk. Przede wszystkim powinny być w tej decyzji wprowadzone dwie zmiany. Chodzi o wydłużenie terminu likwidacji kopalń finansowanej ze środków publicznych. Jeżeli bowiem przykładowo mamy węgiel do 2020 roku, to my tę kopalnię możemy zlikwidować. Ale te zasoby powinny zostać wybrane do końca. A niestety decyzja Rady UE z 2010 roku w obecnej postaci nam to uniemożliwia, bo pomoc na zamknięcie kopalń może być udzielana tylko do 2018 roku. Poza tym powinna być możliwość finansowania procesów naprawczych i inwestycji związanych z zapewnieniem dostępu do zasobów. Te dwie kwestie są dla nas niezwykle istotne - zaznaczył wówczas prezes Olszowski.

Niestety nikt z rządu nie wziął sobie jego słów do serca. Stąd problem będzie musiał być rozwiązany po najbliższych wyborach parlamentarnych, które już za pasem.

- Niewyjaśniona dotąd jest kwestia stosunku Komisji Europejskiej do tzw. pomocy publicznej dla górnictwa węgla kamiennego w Polsce - podkreśla w rozmowie z portalem wnp.pl Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki. - A czas, jaki pozostał do wyborów parlamentarnych jest na tyle krótki, że można sobie już dać spokój z udawaniem ratowania górnictwa - zaznacza Jerzy Markowski.

Jeżeli chodzi o sektor węglowy, to pamiętamy, co mówiła była wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem na tzw. "taśmach prawdy".

 

- Nawet jeśli te taśmy były nielegalnie nagrane, nie zmienia to faktu, że tamte słowa sprawiają fatalne wrażenie, ze szczerością Elżbieta Bieńkowska wskazała na wielkie zaniedbania w górnictwie - zaznaczył przed paroma miesiącami w wywiadzie dla portalu wnp.pl prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Media przytaczały zapis tej rozmowy. Mówiła, że właściciel, czyli Ministerstwo Gospodarki, generalnie gdzieś miał całe górnictwo przez siedem lat.

- Ludzie pewnie zapamiętali sformułowania typu: pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali - podkreślił prof. Marek Szczepański. - Obraz totalnych zaniedbań i nicnierobienia nam się wyłonił. Na rynku węgla sytuacja jest dramatyczna, mamy do czynienia z nadpodażą surowca i z jego niskimi cenami. Po słowach Elżbiety Bieńkowskiej jeszcze wzrasta przekonanie o całkowitej degrengoladzie w przypadku górnictwa - sektora tak istotnego dla całej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Ludzie coraz częściej zwracają też uwagę, że skandaliczne jest pobieranie ogromnych pieniędzy za nicnierobienie, za czynienie jakichś ruchów pozorowanych. Odnoszę wrażenie, że likwidacja niektórych kopalń staje się czymś nieuchronnym. Najważniejsze, żeby się do tego odpowiednio przygotować, by nie zostawić ludzi samych ze swymi problemami. Po wyborach parlamentarnych zwycięzca stanie przed fundamentalnymi problemami społecznymi związanymi z sytuacją sektora węglowego - zaznaczył wtedy prof. Marek Szczepański.

Minęło kilka miesięcy i niczego w górnictwie nie zrobiono. I już nic się nie zmieni. Niebawem wybory do parlamentu. Po nich nowy rząd będzie musiał się wziąć za rozwiązywanie problemów górnictwa. Problemów, które tylko przesuwano w czasie zamiast rozwiązywać.

Jerzy Dudała