Kopalnia Kazimierz-Juliusz oficjalnie zakończyła wydobycie

 

 

Ostatnią tonę węgla uroczyście wydobyto w piątek na powierzchnię kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu. Była to ostatnia czynna jeszcze kopalnia węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim. Przez poprzednie lata funkcjonowała jako spółka zależna Katowickiego Holdingu Węglowego.


Ubiegłoroczna decyzja o szybkim zamknięciu zakładu poskutkowała we wrześniu ub. roku gwałtownym protestem załogi. Teraz - zgodnie z wypracowanym wówczas porozumieniem - kopalnia kończy wydobycie, a pracownicy mają gwarancję pracy.

 

Już w ub. roku zdecydowano o przekazaniu spółki Kazimierz-Juliusz do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Ok. 800 z 915 ówczesnych pracowników przeniesiono do KHW (część z nich oddelegowano jeszcze do pracy w Kazimierzu-Juliuszu). Na stanie spółki Kazimierz-Juliusz pozostało ok. 80 górników, którzy mają zapewnioną pracę w SRK. W grudniu ub. roku zdecydowano też, że ostatecznie wydobycie zakończy się z końcem maja.

W związanej z tym piątkowej uroczystości uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Byli przedstawiciele władz kopalni, prezydent Sosnowca i biskup diecezji sosnowieckiej. Przyszli bardzo nieliczni górnicy; może więcej było nawet ich żon. Uroczystość była bardzo krótka. Górnicy otworzyli drzwi klatki szybowej, wypchnęli do nadszybia szybu Kazimierz I wagonik, na którego burcie napisano: "KWK Kazimierz-Juliusz. Ostatnia tona węgla".

Żony górników robiły telefonami zdjęcia. "To tyle, co nam pozostało. Niemiła sytuacja, jest nam bardzo przykro. Choć z drugiej strony wiadomo, jak się sytuacja potoczyła, jednak mój mąż tę pracę będzie miał. Nie zakończyło się tak, że nie będzie pracy i zostaniemy z niczym. Tak samo, jeśli chodzi o mieszkania zakładowe, sprawa jest w toku - z tego się cieszymy" - mówiła Agnieszka Maj.

"Natomiast jest emocjonalne przywiązanie do tego miejsca. To od tylu lat... Mój tata tutaj robił do emerytury; mąż wyjechał rano, ostatnią dniówkę przerobił i nie był w stanie tu już teraz przyjść. Przykro" - dodała Agnieszka Maj.

Wagonik z ostatnią toną węgla wytaczał m.in. Marek Błaut, który na Kazimierzu pracował przez sześć lat - jako sygnalista. Teraz przejdzie na mysłowicką kopalnię Wesoła - ma tam pracować jako cieśla szybowy. "To była fajna kopalnia, dobrze się tu pracowało. Dobra załoga. Było w porządku. Co będzie dalej, zobaczymy" - mówił.

"To smutny moment, ale co zrobimy. Taka jest kolej rzeczy. Kopalnia się kończy, zamykamy, nie ma węgla, a życie toczy się dalej. Trzeba iść do innej pracy. Każdy ma przydział na inną kopalnię. Część na Staszic, część na Wesołą. Rozejdziemy się po tamtych kopalniach i będziemy pracować dalej" - zaznaczył Błaut.

Kierownictwo Kazimierza-Juliusza akcentuje, że zakończenie wydobycia w tym zakładzie nie oznacza natychmiastowego przekazania oddelegowanych pracowników KHW do kopalń Holdingu. Po tej dacie stopniowo prowadzony będzie bowiem proces likwidacji sosnowieckiej kopalni - w pierwszych etapach wymagający m.in. zabezpieczenia ruchu zakładu górniczego.

 

Prezes spółki Kazimierz-Juliusz Krzysztof Kurak przypomniał w piątek, że formalnie dół kopalni Kazimierz-Juliusz jest przekazywany do SRK 31 maja. Do końca 2016 r. potrwa likwidacja zakładu górniczego, dołu kopalni, a do 2018 r. całkowita likwidacja - powierzchni. Sam Kurak będzie teraz najprawdopodobniej pełnił funkcję likwidatora. "To niemiła funkcja. Nie utożsamiam się z nią" - zastrzegł.

Pytany przez PAP prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński ocenił, że zakończenie wydobycia w kopalni ma dla miasta przede wszystkim wymiar społeczny. Wielu z jej pracowników mieszkało w pobliskiej dzielnicy Kazimierz Górniczy; jeśli będą przenoszeni do zakładów kilkanaście kilometrów dalej, mogą się z niej wyprowadzić.

Pod względem finansowym miasto straci głównie na wpływach z podatku CIT; podatek od nieruchomości nadal będzie wpływał. "Natomiast jeśli nie będzie pracy, dzielnica może umierać. I to będą największe straty. Musimy szybko myśleć co dalej, żeby zagospodarować te tereny, rewitalizować je, być może część my, jako gmina" - wskazał Chęciński.

Kopalnia Kazimierz-Juliusz była ostatnią czynną jeszcze kopalnią węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim. Poprzedni zarząd KHW chciał zakończyć eksploatację węgla z końcem września ub. roku, tłumacząc to wyczerpaniem się dostępnych złóż oraz narastaniem problemów związanych z opłacalnością i bezpieczeństwem resztkowego wydobycia.

Nie zgadzali się na to związkowcy. Górnicy przez kilka dni prowadzili podziemny protest, który zakończył się podpisaniem porozumienia 27 września, po wielu godzinach negocjacji, z udziałem szefów spółek węglowych, związkowców i przedstawicieli rządu. Dokument zapewnił przedłużenie działania kopalni o kilka miesięcy i zagwarantował pracownikom zatrudnienie w innych zakładach. W porozumieniu zapisano też przejęcie kopalni przez SRK i jej dofinansowanie.

Realizując zapisy porozumienia, 6 listopada KHW sprzedał SRK kopalnię za symboliczną złotówkę. Transakcja ta była możliwa dzięki szybkim pracom legislacyjnym. Chodziło o zmianę ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, co umożliwiło przejęcie kopalni przez SRK i w konsekwencji pokrycie przez budżet państwa jej zobowiązań w wysokości ok. 120 mln zł i kosztów likwidacji, szacowanych na 160 mln zł - w sumie 280 mln zł.

 

PAP